"Czasu wolnego prawie nie mam. Chciałbym po Poznaniu krótko odpocząć. Myślę już o US Open. Wcześniej wystartuję w Waszyngtonie. Sukcesy w singlu w dużej mierze zawdzięczam występom w deblu. Dlatego, zgodnie z umową, będę do US Open występował również w turniejach z Oliverem Marachem. Nie ukrywam, że moim marzeniem jest udział w igrzyskach w Londynie. W tenisowej szatni olimpijski turniej nazywa się Piątym Wielkim Szlemem" - powiedział Kubot.

Reklama

Pytany o to, skąd wzięły się pozytywne zmiany w jego grze i sukcesy w ostatnich miesiącach, wskazał na towarzyszącego mu czeskiego szkoleniowca Jana Stoczesa.

"Nawiązaliśmy współpracę w listopadzie ubiegłego roku. Jestem z niej bardzo zadowolony. Trener jest osobą bardzo doświadczoną. To on nauczył mnie agresywnego tenisa. Jego rady są dla mnie cenne" - zaznaczył rozstawiony z "jedynką" Kubot.

Przyznał, że rzadko bywa w Polsce, a pełne trybuny kortu centralnego w Poznaniu dowodzą, że "ludzie chcą oglądać tenis w moim wykonaniu. Wprawdzie kwalifikant ze Słowacji Kamil Capkovic omal mnie nie pokonał, ale walczyłem do końca i zdołałem wygrać. Zawsze zresztą mówię, że najtrudniejsza jest pierwsza runda. W drugiej trafiam na przeciwnika, z którym zmierzyłem się tylko raz, trzy lata temu, i który gładko mnie pokonał. To Włoch Marco Crugnola. Będę chciał się zrewanżować za porażkę. Nie myślę jednak na razie o tym czy wygram turniej w Poznaniu czy też awansuję do finału. Chciałbym pokazać dobry tenis".

Kubot włada kilkoma językami. Pytany czy to sprawa specjalnych uzdolnień odpowiedział: "Podczas turniejów staram się wiele rozmawiać w obcych językach. Angielskiego i rosyjskiego uczyłem się w domu i szkole. Niemieckiego - w Austrii, bo wiele razy tam przebywałem, grałem i trenowałem. Czeskiego - od niedawna. Czasami rozmawiam po ... polsku. Miejmy nadzieję, że nie będę musiał się uczyć chińskiego".