Podopieczni Andrei Anastasiego pokonali w niedzielę Italię 3:1 prezentując, szczególnie w czwartym secie, wygranym do 14, bardzo dobrą grę. O popadaniu w samozachwyt w polskiej ekipie nie ma jednak mowy.

Reklama

Cały czas musimy pracować nad sobą. Mecz z Włochami absolutnie nie był naszym najlepszym w karierze. Nazwałbym go dobrym, ale nie rewelacyjnym. Stać nas na znacznie lepsza grę, we wtorek chcemy ją pokazać. Stosujemy zasadę małych kroczków. Po jednym spotkaniu od razu koncentrujemy się na następnym. Tylko z taką mentalnością możemy wygrywać - podkreślił Bartman.

Do końca fazy grupowej jeszcze cztery spotkania, więc zdecydowanie za wcześnie jest, by mówić o tym, że na pewno zajmiemy w niej pierwsze miejsce. Nikogo nie możemy zlekceważyć, bo z wysokiego konia dość boleśnie się spada, a w siatkówce takich, którzy chodzą z głową w chmurach, łatwo jest sprowadzić na ziemię - dodał.

Ostatnio Polacy grali z Bułgarią 7 lipca w półfinale Ligi Światowej i na ich terenie zwyciężyli 3:0. Atmosfera tego meczu była niezwykle gorąca, a po jego zakończeniu zwycięzcy musieli wręcz uciekać z parkietu przed wściekłymi fanami gospodarzy.

To będzie zupełnie inne spotkanie. Temu w Sofii towarzyszyło mnóstwo nerwów, oni grając u siebie byli pod wielką presją. Teraz za to godzina będzie nietypowa (11.30 czasu miejscowego - PAP), ona na pewno będzie miała znaczenie, ale mam nadzieję, że nie w naszej grze. Z Australią przyjdzie nam grać jeszcze wcześniej, bo już o 9.30, ale na zgrupowaniach trenujemy w tych godzinach i potrafimy dać z siebie wiele - zapewnił zawodnik Asseco Resovii Rzeszów.

Występy biało-czerwonych przyciągnęły do hali Earls Court w Londynie tłumy polskich kibiców. Bartman nie był zaskoczony, że przy okazji niedzielnego meczu atmosfera była taka, jakby odbywało się gdzieś w kraju.

Powiem nieskromnie - kibice nas rozpieścili i przyzwyczaili do tego, że gdziekolwiek nie gramy, to oni tam są i nas wspierają. To dodaje nam skrzydeł i liczę, że przy okazji kolejnych spotkań będzie tak samo - podkreślił. Olimpijska atmosfera przypadła 25-letniemu siatkarzowi do gustu. Ceremonia otwarcia bardzo mu się podobała, ale kolejne najchętniej... obejrzy w telewizji.

Spędziliśmy na stojąco ponad trzy godziny i przyznam, że na sobotnim treningu czuliśmy to w nogach. Szczerze mówiąc, jeśli jeszcze kiedyś będę miał okazję jechać na igrzyska, to defiladę sobie daruję. To nie pomaga w przygotowaniach. Oczywiście debiutując na olimpiadzie fajnie jest tego wszystkiego doświadczyć, być częścią całego widowiska, ale najważniejsze musi być granie - podsumował.

Reklama