Faworytem pojedynku byli Chińczycy, którzy w Londynie nie stracili w meczach grupowych nawet seta. Nie przypuszczali też chyba, że będą musieli wznieść się na wyżyny swych umiejętności, by awansować do półfinału.

Reklama

Po kilku efektownych zagraniach i udanych akcjach Polacy prowadzili 4:2 i nie były to miłe złego początki w tej odsłonie. Rywale zdołali jednak dojść do remisu 6:6. Potem walka toczyła się punkt za punkt do stanu 16:16, kiedy to wiatr w żagle złapali biało-czerwoni, uzyskali przewagę i wygrali 21:19.

Drugi set przyniósł Chińczykom szybkie prowadzenie. Od wyniku 8:5 ponownie rywalizacja przebiegała punkt za punkt, ale przewaga z początkowej części nie została zniwelowana przez mistrzów Europy i rywale zwyciężyli 21:16.

Decydująca batalia rozpoczęła się, podobnie jak pierwszy set, od prowadzenia polskiej pary 9:6, 14:11, 16:12. Od remisu 16:16 finezyjna końcówka była niezwykle emocjonująca. Mateusiak walczył dosłownie do upadłego, dwukrotnie rzucając się z rakietką na parkiet niczym siatkarz w obronie piłki. Również i Chińczyk padł na boisko jak bokser po ciosie. Po remisie 20:20 prowadzenie objęli Polacy, ale ich dwa błędy sprawiły, że z awansu cieszyli się rywale.

Przed meczem urodzony w Wołominie 36-letni Mateusiak, który po raz czwarty startuje w igrzyskach, mówił: Znamy naszych przeciwników bardzo dobrze. Ostatnie dwa pojedynki z nimi przegraliśmy. Wiemy, że musimy walczyć mądrze taktycznie. Jak najmniej dawać im możliwości ataku, bo w tym są bardzo mocni, szczególnie Chen Xu. Z drugiej strony, jeżeli będziemy się bronić tak, jak potrafimy, to nie musimy się niczego obawiać. Gdy gramy na pełnej koncentracji i szybkości, jesteśmy w stanie przeciwstawić się takim zawodnikom jak oni.

Ten plan polska para realizowała dość dobrze, walcząc z faworytami jak równy z równym. W końcówce zabrakło trochę szczęścia.