Zasnąłem dopiero około czwartej nad ranem, a obudziłem się o siódmej. Spałem niewiele, ale po konkursach zawsze jestem zmęczony i pobudzony. Nie rozmyślałem o tym, że to drugie złoto igrzysk z kolei. Mam sprawdzony system przygotowań, i jeśli czasem nie wypadnę najlepiej, wiem, że byłem w formie. Jestem zaszczycony, bo dzwonił z gratulacjami pan prezydent Bronisław Komorowski - powiedział Majewski na sobotnim spotkaniu z polskimi dziennikarzami.

Reklama

31-letni lekkoatleta przyznał, że szczęście przyniosła mu chusta, ta sama, którą miał założoną również w finale w Pekinie przed czterema laty. Mam ją tylko jedną i zakładam na najważniejsze starty. Zobaczymy, czy dotrwam do Rio de Janeiro i czy znów będę ją miał przy sobie. Będę miał wtedy 35 lat, czyli tyle samo co Amerykanin Reese Hoffa, który w piątek zajął trzecie miejsce. To jego trzecia olimpiada, a dopiero pierwszy medal - przyznał.

Majewski uzyskał w najlepszej próbie 21,89 i o trzy centymetry pokonał Niemca Davida Storla. O pozycję na niższym stopniu podium Hoffa rywalizował z rodakiem Christianem Cantwellem. Trzeci z zawodników ze Stanów Zjednoczonych - Ryan Whiting uplasował się na dziewiątej pozycji.

Amerykanie nie wytrzymali presji. Z kolei Storl ma dopiero 22 lata i wielka przyszłość przed nim. Jest już mistrzem świata, mistrzem Europy, wicemistrzem olimpijskim, a najlepszy wiek dla kulomiotów to 26-30 lat. Może długo dominować w tej konkurencji. A ja mam już 31 lat i widzę po sobie, że moje ciało już nie tak łatwo jak kiedyś reaguje na treningi - mówił polski zawodnik.

Stwierdził, że 22 metry w jego przypadku są możliwe, ale raczej nie w konkursie olimpijskim. Wolę mityngi, gdzie rywalizacja trwa szybciej, nie ma tylu przerw, nie muszę się więcej razy pobudzać. Ja też muszę być szybszy niż wczoraj.

Reklama

Podopieczny trenera Henryka Olszewskiego w piątkowy wieczór wracał pieszo ze stadionu do wioski olimpijskiej. Zresztą nie ukrywa, że miejsce zakwaterowania sportowców mu się nie podoba.

Reklama

Było późno, więc już prawie nikt na mnie nie czekał. Ale każdy spotkany gratulował i pozdrawiał. Bardzo fajnie było w Atenach i Pekinie, gdzie mieszkaliśmy w małych domkach. Tutaj są bloki, co nie służy atmosferze w reprezentacji, bo najczęściej się mijamy - ocenił.

Majewski zapowiedział, że londyński sukces nie zmieni jego życia i m.in. nadal będzie jeździł metrem z warszawskiego Ursynowa na treningi w AWF. Za daleko mieszkam aby jeździć samochodem - tłumaczył sportowiec, którego sąsiadem jest siatkarz Zbigniew Bartman.

Majewski nie lubi, gdy mówi się o nim "legenda". Takie określenie pasuje do Parry'ego O'Briena, który triumfował w 1952 i 1956 roku. Raz był też wicemistrzem igrzysk, a poza tym on wymyślił i udoskonalił technikę doślizgową, której używam. On również najbardziej przesunął rekord świata - na 19,50 m.

Mierzący 204 cm i ważący 140 kg Polak ma wolny weekend, a w poniedziałek wraca do treningów. To że jestem mistrzem olimpijskim, nie zwalnia mnie z powrotu do zajęć. Będę też dopingował Szymona Ziółkowskiego, Piotra Małachowskiego i innych lekkoatletów. Miałem w planach obejrzeć spotkanie z udziałem amerykańskich koszykarzy, ale chyba szybciej zobaczę ich podczas jakiegoś meczu ligi NBA w USA.

Opowiadał też o najbliższych planach. W Londynie zostaję do 8 sierpnia, ale nie planuję żadnego zwiedzania. Może przy innej okazji. Potem mam kilka występów w zawodach, na początek Diamentowa Liga w Sztokholmie.

Przed IO-2012 Majewski zapowiadał, że biało-czerwoni zdobędą 11 medali. Na razie mają cztery. Nie układają się dla nas te igrzyska, choć wczoraj poprawiły się nastroje. Nawet jak nie będzie 11, to ważne, żeby więcej było złotych. Za cztery lata w Rio będzie trudniej, bo pojawią się nowe kraje, nowe potęgi. Wystarczy spojrzeć, jak medale kosi Kazachstan, który wydaje olbrzymie pieniądze na sport.