Po raz kolejny nasi olimpijczycy nie musieli martwić się o pieniądze na przygotowania do imprezy w Londynie. Co prawda w porównaniu z analogicznym okresem przed igrzyskami w Pekinie wydatki zostały ograniczone, ale dla nikogo kasy nie zabrakło - zaznacza "Fakt".

Reklama

Nie znam żadnego przypadku, aby jakieś zgrupowanie czy inna akcja szkoleniowa nie odbyła się z powodu braku środków. Wszystkim sportowcom staraliśmy się zapewnić optymalne warunki. Szczególnie dotyczy to członków elitarnego klubu Polska Londyn 2012 - mówił przed igrzyskami podsekretarz stanu w Ministerstwie Sportu i Turystyki Jacek Foks.

To właśnie ta instytucja finansowała - z budżetu państwa, czyli podatków wszystkich Polaków - przygotowania biało-czerwonych. Pochłonęły one prawie 130 milionów złotych. Najwięcej, aż 56 milionów, wydano w pierwszym roku po poprzednich igrzyskach. Potem gdy pojawiły się konkretne nazwiska zawodników, w których warto było inwestować, na ich potrzeby wydano kolejno około 25, 28 i 20 milionów.

Nie ma się co czarować medalami - większość tej kasy po prostu zmarnowano. Choćy w takim Polskim Związku Bokserskim - otrzymał 2,1 miliona złotych, do igrzysk nie zakwalifikował się żaden z bokserów, a Karolina Michalczuk odpadła z turnieju olimpijskiego po jednej, trwającej 8 minut walce.

Szermierze tylko w tym roku otrzymali 6,5 miliona. Przyjechało ich do Londynu ośmioro, w turniejach drużynowych i indywidualnych w sumie udało im się wygrać... dwie walki. Totalna katastrofa za grubą kasę! A pływacy? Wyciągnęli z ministerstwa 6 milionów (tylko w 2012 r.), przysłali do Londynu ekipę liczącą aż 19 zawodników! Efekt: zero medali i cała masa słabeuszy, którzy przepadali w eliminacjach. Wioślarstwo za dotację w wysokości 10,2 miliona wypracowało jeden, brązowy medal. I to cudem, bo gdyby nie poświęcenie kontuzjowanej Magdaleny Fularczyk, i tego by zabrakło.

Wśród lekkoatletów, których tegoroczne przygotowania pochłonęły aż 16 milionów, jedyny sukces jak do tej pory odniósł nasz niezawodny mistrz Tomasz Majewski. Na 60 reprezentantów. Sporo pieniędzy przepuścili kolarze. Ich miliony nie wystarczyły nawet na przyzwoity sprzęt. W trakcie jazdy na czas rezerwowy rower Macieja Bodnara okazał się... zepsuty.

Sporo pieniędzy zmarnowali też siatkarze. Ich związek otrzymał z ministerstwa aż 9 milionów złotych, hojni byli też sponsorzy. Po to, by nasi dostali łupnia przegrywając m.in. z Australią.

>>>Czytaj także: Igrzyska to jego żywioł