Przeciętny śmiertelnik ma tylko jeden obraz sportowca. To człowieka, który poświęca swoje najlepsze lata na ciężkie treningi, nie wie co to rozrywka, jest wiecznie na diecie i 200 dni w roku poza domem. Wszystko po to, by przez pięć minut znaleźć się w świetle reflektorów. Świetnie, jeśli rozbłysną one akurat w trakcie igrzysk.

Reklama

To wszystko jednak nie do końca prawda. Także w czasach, gdy profesjonalizm pisze się wielką literą i najmniejsze przewinienie jest surowo karane, sportowcy potrafią bawić się jak nikt inny.

"W trakcie igrzysk sportowcy spotykają się w jednym miejscu - wiosce olimpijskiej. Nagle je się śniadania obok gwiazd innych dyscyplin, których zobaczenie na własne oczy jest dużym wydarzeniem. To przeżycie, a hormony szaleją. Nie oszukujmy się. W wiosce seks jest na każdym kroku" - powiedziała amerykańska bramkarka.

Co zaskakujące - wszystko dzieje się legalnie. Przy wejściu na odnowę biologiczną, czy na siłownię stoją pojemniki z darmowymi prezerwatywami. Znikają bardzo szybko.

"Niektórzy nie zamykają nawet drzwi. To, coś tak naturalnego wśród sportowców, jak trening" - dodała Hope Solo, która przed czterema laty w Pekinie wraz z koleżankami z zespołu udzieliła obszernego wywiadu będąc pod wpływem alkoholu, co wywołało falę krytyki.

Reklama

"Trzeba zrozumieć, że sportowcy nie używają półśrodków. Jak idą na trening, to wypruwają sobie żyły. Jak idą na drinka, to piją ich od razu dwadzieścia" - przyznała i jak podkreśliła - nie może doczekać się rozpoczęcia igrzysk. (PAP Life)

Reklama

mar/ tom/

(welt.de)