Największą hojność wykazują kraje, które nie biją olimpijskich rekordów. 12 kg złota – wartych ponad 600 tys. dol. – za złoto w Londynie obiecał malezyjskim sportowcom krajowy miliarder Andrew Cam, który dorobił się na wydobyciu tego kruszca. Rząd w Kuala Lumpur dorzucił 300 tys. dol. za pierwsze miejsce. W ciągu swojej historii Malezja brała udział w 13 igrzyskach, lecz nigdy nie wygrała złota. Od 1956 r. udało się zdobyć dwa srebrne i brązowy medal w badmintonie.

Reklama

Niewiele mniej dostaną sportowcy z Armenii. Tych, którzy przywiozą złoto, czeka nagroda: 700 tys. dol. Cztery lata temu w Pekinie Ormianie zdobyli tylko 6 brązowych medali.

Złoci sportowcy z Tadżykistanu obok pieniężnych nagród dostaną od rządu dwupokojowe mieszkania w stolicy Duszanbe. A Orienbank obiecał im auta marki Lexus. Dotychczas Tadżykistanowi na igrzyskach udało się zdobyć dwa medale za drugie i trzecie miejsca.

Polityczny chaos w Egipcie choć popsuł finanse kraju, nie odbije się na nagrodach dla sportowców. Na prezenty dla nich zrzucą się biznes i rząd. Złoty medalista dostanie 130 tys. euro: ponadczterokrotnie więcej niż polscy zdobywcy olimpijskiego złota.

Czterokrotnie więcej od Polaków dostaną też Białorusini i Ukraińcy. Nie poskąpi na nagrody dla swoich sportowców Moskwa. Złoty medalista może liczyć na 125 tys. dol. Prezenty dla zwycięzców szykują też rosyjskie regiony. Władze w obwodzie czelabińskim dla swoich sportowców mają 1 mln dol. Jako pierwszy taką nagrodę dostanie judoka z Czelabińska Mansur Isajew.

Nic od swoich krajów nie dostaną z kolei Grecy i Brazylijczycy. Złoci medaliści z Wielkiej Brytanii mogą liczyć na emisję pocztowego znaczka ze swoją podobizną, za co należy im się 10 tys. funtów. Część jest już w sprzedaży internetowej oraz w 500 placówkach w kraju. Znaczki drukowane są w ekspresowym tempie, już 24 godziny po zwycięstwie na igrzyskach. Podczas obecnych igrzysk na konto Wielkiej Brytanii trafiło 14 złotych medali.